No więc pierwszy rozdział już za mną. Mam nadzieję, że się spodoba. Nie wiem czy jest on za krótki, czy może właśnie dobry, więc uświadomcie mnie w komach. Następny rozdział ukaże się prawdopodobnie w piątek. Trzymajcie kciuki, żeby się udało. I dziękuję za komentarze pod prologiem, który był taki sobie, ale naprawdę trudno było zacząć. A teraz zapraszam do czytania i komentowania. :D
***
Wrześniowe słońce rozświetlało twarz pięknej brunetki, stojącej samotnie na dworcu. Jak zwyke Harry, Ron i Ginny spóźniali się. Pewnie Ginny siedziała cały ranek w łazience, robiąc się na bóstwo. Uśmiechnęła się na tą myśl. Rudowłosa starała się jak mogła, ale Harry już jej nie kochał. Ona nie chciała odpuścić, ale podświadomie czuła, że nic z tego nie będzie. W związku Rona i Hermiony też nie najlepiej się działo. On nie potrafił zaakceptować tego, że chciała spędzić całe wakaje z rodzicami i, że rzadko się przez to widywali. Ona nie mogła znieść tego, że ciągle mówi jej co powinna, a czego nie powinna robić i tego, że zawsze robi z siebie ofiarę losu. Byli razem, ale to nie było to samo co przed wojną. Po pokonaniu Voldemorta przez Harry'ego Ronald uważał, że jest lepszy od innych, a szczególnie od pewnego tlenionego Ślizgona, którego Herm właśnie zauważyła.
Nie była jak te wszystkie słodkie lalunie, śliniące się na jego widok, ale nie mogła powiedzieć, że nie jest przystojny. Razem z Blaisem Zabinim i Theodorem Nottem są najprzystojniejszymi chłopakami w Hogwarcie i mogli mieć każdą co skrzętnie wykorzystywali. Z nikim nie wiązali się na dłużej i nie znali takiego pojęcia jak ,,Miłość''. Wszystkie traktowali tak samo - bez szacunku. Wszystkie oprócz Pansy, która jest ich przyjaciółką.
Po wojnie Dracon stanął przed Wizengamotem, okarżony o śmierciożerstwo i nie trafił do Azkabanu tylko dzięki zeznaniom ,,Złotej Trójcy", którzy bronili go jak mogli. No może z wyjątkiem Rona, który uważał, że Malfoy nie zasłużył na ich pomoc. Hermiona wiedziała, że nie miał wyboru i gdyby nie to, że uprzykrzał jej życie przez sześć lat, bołoby jej go nawet szkoda. Harry natomiast spędził trochę czasu ze Ślizgonem i musiał przyznać, że potrafi być zabawny i fajny. Tak więc zaprzyjaźnili się. Potter do tej pory pamięta swoje zdziwienie podczas wizyty w Malfoy Manor. Matka Draco była bardzo miła dla Harry'ego i bardzo wdzięczna za to co zrobił. Z jego ojcem nie spotkał się, ale wiedział, że i on jest mu wdzięczny i jako tako toleruje ich znajomość.
Młody Malfoy prawie w ogóle się nie zmienił. Nadal był wrednym arystokratą z ironicznym poczuciem humoru, który zmienia dziewczyny jak skarpetki. Znajomość z Wybrańcem jednak dobrze podziałała na jego nastawienie do szlam i mugoli. Harry uświadomił mu jak bardzo pomogła mu Hermiona, a ten obiecał mu, że nie będzie uprzykrzał jej życia i będzie się starał nie dokuczać Weasleyowi (tak bardzo). Chłopiec - Który - Przeżył miał też wyjście awaryjne na wypadek gdyby Draco spróbował się wykręcić. Wtedy zmusiłby go do złożenia przysięgi, ale to na razie ostateczność.
Było za dziesięć jedenasta, gdy Hermiona poczuła, że ktoś uderzył ją w plecy. Od razu pomyślała, że to jej przyjaciele.
-Ileż można na was czekać? - gdy się jednak odwróciła ujrzała znienawidzonego Śizgona.
-Nie wiedziałem, że byliśmy umówieni, szlamciu - powiedział ironicznie. - Gdzie twoi kochani Weasleyowie i Potty?
-Nie twój inte... Czekaj jak ty nazwałeś Harry'ego? - była lekko wstrząśnięta.
-Nie pochwalił ci się, że ma nowego kumpla? - ciągle perfidnie się uśmechał.
-Jakoś nie miał okazji - mruknęła i dalej wypatrywała swoich znajomych podczas, gdy Malfoy lustrował ją wzrokiem.
Książę Slytherinu musiał przyznać, że miała ładne zgrabne nogi. Jej zęby od pamiętnego powiększenia ich przez niego i zmniejszenia przez Panią Pomfrey były idealnych rozmiarów. Jej włosy spięte w kucyka nie wyglądały na tak roztrzepane jak na pierwszym czy drugim roku, ale pewnie po przebudzeniu wyglądały gorzej niż w tamtym momencie. Musiał też przyznać, że jest jedną z ładniejszych dziewczyn w Hogwarcie. Pomijając fakt, że jest z Gryffindoru nadal była szlamą co przekreślało wszystko. Nawet szybki numerek, które Draco tak bardzo lubił.
-O wreszcie jesteście! - zawoła na widok dwóch rudych postaci i jednej czarnowłosej, wyrywając tym samym Dracona z rozmyślań na temat jak duże cycki ma największa kujonka w Hogwarcie.
-Hej, Mionka - przywitał się z przyjaciółką. - Cześć, Smoku. - przywitali się.
Wszystkich zamurowało. Ron poczerwieniał na twarzy i nawet nie przywitał się ze swoją dziewczyną, Hermiona była zaskoczona, że Gryffon i Ślizgon mają tak dobre relacje, a Ginny nie wiedziała co o tym myśleć. Potter rozmawiał chwilę z nowymi kolegami z domu węża, a gdy było za dwie jedenasta złapał Ginervę za rękę i skierował się do EXPRESU DO HOGWARTU.
Po krótkich poszukiwaniach znaleźli jakiś pusty przedział. Wybraniec usiadł spokojnie nie widząc spojrzeń skupionych na nim. Ron w końcu przerwał ciszę w dość brutalny sposób.
-Pojebało cię!? Zadajesz się z tym wrednym Śmierciożercą?
-Ej, nie mów tak o nim, on się trochę zmienił i jest spoko. - bronił Dracona Harry. - Reszta Ślizgonów też nie jest zła. Oni są strasznie zabawni i naprawdę potrafią się bawić.
Hermiona była zdziwiona zachowaniem przyjaciela, ale czuła, że robi on dobrze i, że zmądrzał. Ronowi to chyba nie grozi, pomyślała. Dużo myślała nad sensem ich związku i za każdym razem obiecywała sobie, że da mu tylko jedną szansę, a prawda była taka, że ona już chyba nie kochała Ronalda Weasleya. Pocieszała się tylko jedną myślą, że może w Hogwarcie tam gdzie wszystko się zaczęło ich uczucia odrodzą się na nowo. Obiecała sobie, że da temu związkowi miesiąć. Jeżeli wszystko będzie jak dawniej - nie zerwie z nim, ale jeśli nic się nie zmieni - z ich związkiem koniec. Nie zamierzała tracić ostatniego - być może najlepszego roku w Hogwarcie na coś co nie ma sensu. Jest w końcu dość ładna i może poderwać jakiegoś Puchona, Gryffona albo Krukona. Już na piątym roku zauważyła, że podoba się się Terrry'emu Bottowi i Erniemu Macmillianowi, a już szczegolnie Zachariaszowi Smithowi.
Harry zajął się oglądaniem jakiegoś mugolskiego czasopisma z samochodami, Hermiona czytała wielką książkę, Ron z braku lepszego zajęcia, bawił się swoim patronusem, a Ginny bawiła się swoim zwierzaczkiem.
Na samym końcu pociągu siedzieli natomiast Pansy Parkinson, Dracon Malfoy, Blaise Zabini i Theodor Nott.
-Widzieliście tą szlamę? Nie mam pojęcia jak Potter może się z nią zadawać. - powiedział Draco.
-Chyba nie jest taka zła i niezła z niej laska. Myślicie, że dalej chodzi z Weasleyem? - spytał Blaise.
-Jak na moje oko to tak. Jak zobaczył, że stoję koło niej cały poczerwieniał. Jest totalnie zazdrosny. - stwierdził Dracon.
-Nie wiem co ona w nim widzi. Przecież to kretyn - zastanawiała się Pansy. - A tak w ogóle, jak już o kretynach mowa. Gdzie jest Theo?
Rozejrzeli się po przedziale. Faktycznie go nie było. Może znowu zarywa jakąś laskę, pomyśleli jednocześnie.
-Myślicie o tym samym co ja? - spytała Pans. Obaj pokiwali głowami.
-W tym roku chyba chce zaliczyć więcej panienek niż ostatnio - zaśmiał się Diabeł, Pansy zawtórowała mu. Książę Slytherinu wpadł natomiast na pomysł.
-A gdyby tak zaliczyć Granger. Dałbym sobie rękę uciąć, że Wieprzlej jej nie przeleciał. Byłby nieźle wkurwiony.
-Wszystko ładnie, piękne, ale nie zapominaj o tym, że jeśli PANNA-WIEM-TO-WSZYSTKO-GRANGER się dowie to cię zabije, a poza tym nie możesz jej tak po prostu wykorzystać - Pansy nie uważała tego pomysłu za dobrego.
-Tylko mi nie mów, że zaczęło ci zależeć na uczuciach tej szlamy.
-To jakiej ona jest krwi nie ma dla mnie znaczenia i dla ciebie też nie powinno mieć. Zachowujesz się jak swój ojciec. - nie podobały jej się jego zamiary i wiedziała, że prawdopodobnie nic nie zdziała, ale chciała zmusić go do przemyślenia tego.
Draco nie odzywał się, ale widać było, że ruszyło go to. Zaczął nad tym myśleć. Może ona ma racje, może nie powinien tego robić. Ale z drugiej strony skora ta szlama jest tak mądra jak wszyscy mówią to powinna domyslić się co on planuje. Jeśli się domyśli- trudno, będzie miał lekko zszarganą reputację, ale jeśli się uda Weasley i Granger dostaną to na co zasłużyli. Warto zaryzykować, pomyślał.
***
Po pewnym czasie przypomniał sobie o obowiązkach prefekta naczelnego i o tym, że drugim prefektem musi być Hermiona Granger. Pożegnał się więc chłodno z Pansy, bo Blaise zasnął na podłodze i wyszedł omijając leżącego kumpla. Hmm... Gdzie mogą być Gryffiaki? Przechodził po przedziałach, aż w końcu trafił na ten, gdzie siedziało Golden Trio i wiewiórka.
-Granger! - Miona podniosła wzrok z nad książki i spojrzała zdezorientowana na Ślizgona. -O ile się nie mylę to jesteś prefektem, nie?
-Och... No tak trzeba przejść po pociągu. Już idę, Malfoy.
Ron najwyraźniej nie był zachwycony tym, że jego dziewczyna będzie gdzieś chodzić z ich wrogiem.
-Nie martw się, Rudy. Szlamu nie tykam - blondyn uniósł ręce do góry i zaczął się perfidnie uśmiechać.
W jednej chwili Ronald zrobił się czerwony na twarzy i gwałtownie wstał, wyciągając różdżkę. Dracon zrobił to samo.
-Oj biedny, Wieprzlej chce bronić swoja dziewczynkę - ironizował.
-Stary... - Harry spojrzał na niego wymownie.
-Dobra, dobra głupszym się podobno ustępuje, a ty... - spojrzał z pogardą na Rudzielca. - To co idziemy? - zwrócił się do Herm.
-Tak - mruknęła i wyszła pierwsza. Była oburzona zachowaniem Malfoya i bardzo
zastanawiało ją to, dlaczego wystarczyło jedno spojrzenie Harry'ego, a ten zaprzestał dalszego wkurzania jej i Rona.
Po obejściu całego EXPRESU oczywiście bez słowa, udali się również milcząc do swoich przedziałów. Kiedy Dracon wszedł do swojego, Theodora nadal nie było.
-Nie widziałeś może Theo? - spytała Pans.
-No właśnie nigdzie go nie było. No chyba, że w toalecie - odpowiedział Draco. - Diable, chciałem cię o coś zapytać. Jak myślisz jak duże cycki ma Granger? Zawsze je chowa pod jakimś swetrem. - Pansy prychnęła oburzona, a Blise zamyślił się i wyszedł na chwilę, żeby powrócić za chwilę z Astorią Greengrass.
Zabini zlustrował Greengrass i Parkinson.
-Coś pomiędzy... Tak mi się wydaje. Greengrass możesz już iść - zaskoczona wyszła.
-No to zajebiste. Szkoda, że Wieprzlej nie umie tego docenić.
-Marnować taki skarb... - Blaise zamyślił się.
W końcu wrócił Theodor, a oni opowiedzieli mu o planach Malfoya i rozkminach na temat piersi Gryffonki.
-Ma takie cycki i się nie chwali? - był zaskoczony.
-Na to wygląda, tak w ogóle to gdzie ty byłeś? - spytał czarnoskóry.
-Tu i tam... - na razie nie mógł im powiedzieć całej prawdy. Na razie...
-Smoku? - odezwał się Zabini.
-Mmm...?
-A co jeśli zakochasz się w Granger? - gdyby Draco coś pił napewno by się zakrztusił.
-Ja... w niej... pff...
-Stawiam 5 galeonów, że ona domyśli się o co on kombinuje - powiedziała Pansy.
-Hmm... - Diabeł też chciał zarobić. - Stawiam 5, że Smok się w niej zakocha.
-Ja też gram - stwierdził Theo. - 5, że ktoś inny się domyśli i jej o tym powie.
-Widzę, że nikt oprócz mnie nie wierzy w mój sukces, więc ja stawiam 5, że mi się uda.
-Dobra przebierzmy się, bo chyba zaraz będziemy na miejscu.
Parkinson miała rację. Ledwo się przebrali ich oczom ukazał się Hogwart - ich dom na najbliższe miesiące.